poniedziałek, 31 stycznia 2011

........

Nie ma to jak dobrze zacząć tydzień.
Uwielbiam wejść rano na swojego bloga i zobaczyć komunikat o blokadzie konta, a w skrzynce mailowej znaleźć : " User cathy has been suspended for bandwidth overusage".
Zaczynam mieć serdecznie dość LaoHost. Kilkanaście dni temu wykupiłam większy plan, żeby właśnie nie widzieć nigdy więcej blokady z powodu zużycia zasobów i co? Nagle okazało się, że większy plan już nie wystarcza,  bo 4% zużycia zasobów, które do tej pory właściwie nigdy nie było przekraczane, nagle jest przekraczane codziennie.... A jakoś nie przypominam sobie, żebym robiła cokolwiek na blogu zwiększającego zasobożernosć...


Eh... dobrze, że za miesiąc konczy mi się umowa z LaoHost. Chyba trzeba rozejrzeć się za nowym dostawcą...

czwartek, 27 stycznia 2011

Mineralne cienie do brwi

Zgodnie z obietnicą, w końcu całkowicie mineralny post dotyczący cieni do brwi. Wstęp właściwie umieściłam w poprzednim poście, więc przejdę od razu do rzeczy. Oto reszta cieni do brwi, które mi się jeszcze z różnych powodów ostały. Do takiego zestawienia przymierzałam się wcześniej, ale przeprowadzka, zamieszanie i cała masa innych „przeszkadzajek” odłożyły go nieco w czasie. A co za tym idzie – część cieni poszła już w świat, część po prostu zużyłam, część zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Zostało mi tylko to, co widać na zdjęciu:


Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Brwi… temat rzeka ;)

O brwiach mogłabym pisać i pisać. To mój słaby punkt i coś, co przyprawia o wściekłość za każdym razem, gdy próbuję ten temat ugryźć.
Lata wyrywania brwi ( ok.15 lat takiego traktowania) i nadawania im kształtu cienkich nitek nie przeszły bez echa. Zostawiły po sobie pamiątkę w postaci lichych, sterczących w różne strony brwi, które choćbym na uszach stawała, za nic nie chcą rosnąć.
Kuracje, jakie im zafundowałam kosztowały mnie już tyle, że nawet boję się podliczać. I co? Nic. Kompletnie nic. Próby z olejkiem rycynowym pieczołowicie wsmarowywanym w brwi ( i rzęsy przy okazji) przez długie miesiące, chyba większość dostępnych na rynku odżywek (od Pierre Rene, Celię i Oriflame zaczynając, na kapsułkach Gal kończąc), w akcie desperacji nawet po wspominany na LU Atrederm (!) sięgnęłam. O Talice, RefectoCilu  i innych wynalazkach nawet nie wspomnę. I choć czasem coś tam w tym temacie zaczynało się dziać, brwi jakby zaczynały kiełkować, to jednak w pewnym momencie zaliczałam STOP i ani mm więcej. W najlepszym wypadku coś tam urosło, ale raczej jakieś pojedyńcze kiełki i nie w tym miejscu,w  którym bym sobie tego życzyła. I tak jest do dzisiaj …
Nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z tym, że marzenie o pięknych łukach brwiowych może się nigdy u mnie nie spełnić. I choć Matka Natura nie była dla mnie łaskawa w tym temacie, to na co dzień staram się ją delikatnie oszukiwać.
I tu z pomocą przychodzą mi :
Cienie i inne kosmetyki do brwi
Oczywiście zanim zaczęłam używać mineralnych proszków przeszłam przez te tradycyjne, dostępne w drogeriach i nie tylko. Do moich ulubionych należały m.in.


Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Sephora, czyli ani mineralnie ani naturalnie… Część I

O ile zakupy kremów z iHerba czy nawet kremu Mineral Flowers mogę podciągnąć pod tematykę mojego bloga (czyli kosmetyki mineralne plus naturalna pielęgnacja, bądź kosmetyki oparte o przyjazne składy), o tyle moich ostatnich zakupów z Sephory, mimo usilnych starań, w tą kategorię włożyć zdecydowanie nie mogę.
Ale jako iż zdarza mi się kupić coś, co niekoniecznie jest zgodne z ideą mojego bloga, to dzielę się swoimi recenzjami tychże nabytków.
Sephora Huile Démaquillante (cleansing oil), czyli oliwka do demakijażu


Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Eco Tools Bamboo 5 Piece Brush set na iHerb ;)

Jako iż na wizażowym wątku okazało się, że mało kto dostrzega kod rabatowy z iHerba na moim blogu (umieszczony po lewej stronie) , to informuję, że  KOD TEN ODEJMUJE 5$ od pierwszego zamówienia.
Pędzle od świąt były niedostępne, a dzisiaj dostałam maila, że pojawiły się ponownie w sprzedaży ;)

I tym oto sposobem możecie nabyć zestaw 4 pędzli Eco Tools (czyli bardzo miękkie pędzle z bambusowymi trzonkami z przyjaznej ekologicznie marki, z oznaczeniem Cruelty Free) za …
4,3 $(9,30$ – 5$)
(czyli ok. 22 zł z wysyłką już)
KOD : QAP372
(zdjęcie nie jest moją własnością, pochodzi ze strony iHerb.com)

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :


Zgodnie z obietnicą, czyli mój najgorszy produkt roku 2010

Celowo nie zrobiłam podsumowania poprzedniego roku i nie wyłoniłam zwycięzców minionych miesięcy. Po prostu nie bardzo umiem to zrobić, gdyż to, co w połowie roku było dla mnie hitem, zostało zastąpione innym kosmetykiem, a to, co  w chwili obecnej na mojej top liście się znajduje, wcale tak wielkim hitem w roku poprzednim nie było…
Zdecydowanie jednak jestem w stanie wyłonić zwycięzcę roku 2010 w jednej kategorii:

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Vichy ESSENTIELLES mleczko do ciała bez parabenów

Z balsamami do ciała mam identycznie jak z masłami i odżywkami do włosów. Kupuję na kilogramy wręcz, dziesiątki pudeł w szafkach, a ja i tak używam wiecznie tego samego :) Będąc w sklepie czy w aptece rzadko udaje mi się oprzeć jakiemuś produktowi do ciała, więc wychodzą zazwyczaj z kolejnym masłem do ciała, mleczkiem czy innym kosmetykiem, stając się tym samym szczęśliwą (?) posiadaczką milionowego pudła w mojej łazience ;)
Dzisiaj czas na recenzję mleczka, po którym nie spodziewałam się za wiele, gdyż  marka Vichy do tej pory nie ujęła mnie żadnym ze swoich produktów na tyle, by powtórzyć jego zakup, no może z wyjątkiem paskudnego ale uwielbianego kiedyś przeze mnie idealnemu tapetotwórcy czyli Dermablendem ;) )
Mowa o :
Vichy ESSENTIELLES
odżywcze mleczko do ciała do skóry suchej bez parabenów.
Czemu jednak nabyłam ów kosmetyk? Bo mnie opakowanie przyciągnęło :P Co prawda nie ucieszyłam się na wieść, że w składzie widzę paraffinum liquidum i nie przestaje mnie zastanawiać, dlaczego przynajmniej apteczne marki nie odchodzą od tego składnika (choć podejrzewam, że chodzi o koszty, bo olej mineralny jest tani i przyjął się dość dobrze na rynku). Oficjalnie jednak krzywdy mi większej nie robi, więc nie unikam go jak ognia, ale jednak spokojnie mogłabym się obejść bez niego w składzie.

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Derma e Vitamin A gel, czyli żel nawilżający w rozmiarze XXL :)

Derma e to marka raczej mało znana w Polsce, głównie dlatego, że jej kosmetyki nie są u nas dostępne. Ja spotkałam się z nią dopiero na jednym z moich ulubionych blogów, czyli Fashioned in Finland.
I przyznam, iż skusiłam się na jeden z ich produktów właśnie po tej recenzji.
Zakupu dokonałam w sklepie iHerb (sklep z kosmetykami naturalnymi, suplementami diety i innymi produktami, którym warto przyjrzeć się bliżej, zwłaszcza, że mają dość częste promocje, bardzo tanią wysyłkę i sprawną obsługę klienta ;)
No i przy pierwszym zamówieniu (czegokolwiek z tej strony, niekoniecznie akurat tego żelu) można otrzymać 5$ zniżki wpisując kod : QAP372 ;-)
Zniżka odejmowana jest od całości pierwszego zamówienia

Zamówiłam, zapłaciłam, dostałam przesyłkę i przystąpiłam do testów :


Derma E, Vitamin A Wrinkle Treatment Moisturizing Gel

czyli żel nawilżający przeciwzmarszczkowy z witaminą A
 

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

Mineral Flowers, czyli krem na dzień do cery mieszanej i normalnej

O marce Mineral Flowers słyszałam dużo dobrego – opinie na wizażowym forum, recenzje na KWC, pochwały znajomych i pozytywne słowa o kremach w mailach od Was.
Oczywiście więc kwestią czasu było tylko, zanim sięgnę po któryś z tych niepozornie wyglądających kosmetyków i przetestuję go na swojej skórze.
Dzisiaj więc będzie o :
Mineral Flowers
Day Cream with water of rose & geranium and mud (krem nawilżający do cery normalnej i mieszanej z różą i geranium)

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :


Tym razem coś dla stóp. Bo jeszcze nie było ;)

Zachęcona i zachwycona odkryciem kremu do rąk, który na chwilę zdetronizował moich dwóch ulubieńców (czyli krem do rąk z The Body Shopu i krem L’Occitane) poleciałam do Sephory po jego brata do zadań specjalnych, czyli:
REWITALIZUJĄCY BALSAM DO STÓP
PAT & RUB by Kinga Rusin
O ile osoba Pani Kingi może budzić sprzeczne emocje, o ile samą postać można lubić bądź też nie, o tyle nie powinno to jednak zaważyć na ocenie wprowadzonej przez nią linii kosmetyków, które co tu kryć, są całkiem przyzwoitej jakości.
I choć życzyłabym sobie, żeby Sephora jednak nie windowała sztucznie tych cen (cena kremu na stronie PAT & RUB 39 zł, cena w Sephorze 45 zł), to jednak głównie tam nabywam te produkty.
O kremie do rąk napiszę innym razem, dzisiaj natomiast recenzja balsamu do stóp.

Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :


Świat się kończy, czyli podkład drogeryjny na mineralnym blogu :)

Usłyszałam, że świat się kończy. Ja, przeciwniczka wszelkiego rodzaju tradycyjnych podkładów nabyłam takowy. I to nie żadna górna półka. Zwykły sephorowy podkład…
No cóż, słowem sprostowania – to nie tyle ja jestem przeciwniczką drogeryjnych podkładów, co one za bardzo nie chcą ze mną współpracować i wręcz robią ( i robiły) wszystko, żeby mi dokopać. Nic nie poradzę na to, że zarówno gliceryna jak i propylene glycol (a czasem i butylene) szkodzą mojej skórze. I nic nie poradzę na to, że producenci podkładów uwzięli się chyba i pakują te składniki dosłownie do każdego swojego wyrobu…
Odkąd odkryłam minerały przestałam rozpaczać z tego powodu. Owszem, co jakiś czas testowałam nowości, próbowałam, jak zachowują się na mojej skórze i co na to moja skóra, ale nie znalazłam nic, po czym nie miałabym na twarzy wysypu niczym biedna nastolatka borykająca się z zaawansowanym trądzikiem.
Niedawno podczas jakiś zakupów w Sephorze w pakiecie próbek otrzymywanych gratis znalazłam próbkę podkładu.
Moją uwagę przykuło zwłaszcza – nie zawiera parabenów i nie jest komedogenny.


 
Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :

 

niedziela, 16 stycznia 2011

Styczniowe wyprzedaże, czyli zakupy bez wyrzutów sumienia ;)

Styczeń to jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Nie dość, że początek Nowego Roku zawsze nastraja mnie optymistycznie i z nadzieją patrzę w kolejne miesiące, to jeszcze jak wiadomo – rozpoczyna się wyprzedażowe szaleństwo.
I właściwie nie ma większego znaczenia, że podczas wyprzedaży kupuję głównie rzeczy, które wcale przecenione nie są :) Chodzi o sam fakt. Jakoś tak łatwiej zerknąć na koniec miesiąca na konto, bo przecież „wyprzedaż była, więc to OKAZJA, nie mogłam nie kupić” :) I w takim drobnym oszustwie udaje mi się zazwyczaj przetrwać cały styczeń :)
Jako iż światło dzienne wciąż pozostawiające wiele do życzenia (czy u Was też tak ciągle pochmurno, deszczowo, szaro i ciemno?), to po dwóch nieudanych próbach zrobienia jakichkolwiek swatchy i zdjęć proszkowych kosmetyków, odpuściłam i dopóki nic się nie zmieni, to moje recenzje dotyczyć będą kosmetyków, przy których uchwycenie odpowiedniego odcienia nie jest sprawą najważniejszą.
Wszystkich zakupionych rzeczy z pewnością nie uda mi się zrecenzować, ale pojawi się kilka wpisów z moich ostatnich zakupów.
Na początek :
JOHN FRIEDA
Brilliant Brunette, Liquid Shine Iluminating Conditioner
(Odżywka dodająca włosom blasku)


Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :


poniedziałek, 3 stycznia 2011

blokada bloga na wordpressie .. znowu

Blog na własnej domenie to super sprawa. Nie dość, że kosztuje wcale nie mało (po okresie promocyjnym oczywiście), to jeszcze ciągłe przekraczanie zużycia zasobów mnie dopada. I nie pomaga ciągłe zwiększanie planu i wykupowanie coraz większego :(

Ale do blogspota na razie jednak nie planuję wrócić. Muszę się chyba po prostu rozejrzeć za jakimś innym, sensowniejszym serwerem, bo choć LaoHost ma świetną obsługę klienta, która naprawdę się stara i jest bardzo pomocna, to jednak ciągłe blokady konta do najprzyjemniejszych nie należą.
A ruch na blogu mnie oczywiście cieszy i nie chcę się denerwować, że za dużo zdjęć oglądacie na moim blogu i za często wchodzicie:) Blog w końcu w tym celu powstał.

W każdym bądź razie - przepraszam za problemy z działaniem bloga. Jest chwilowo nieczynny, ale już napisałam z prośbą o zdjęcie automatycznej blokady (nakładana jest automatycznie, gdy przez 5 dni z rzędu zużycie zasobów przekracza dopuszczalne).
Mam nadzieję, że niebawem blog wróci do prawidłowego działania.

dopisano 2 minuty później : wordpress już działa. To jest właśnie to, o czym pisałam wcześniej - świetna obsługa klienta w LaoHost, która natychmiast reaguje na wszystkie zgłoszenia  i błyskawicznie podejmuje próby naprawy sytuacji. I to mnie właśnie trzyma przy tym serwerze, bo wcześniejsze doświadczenia z serwerami w innych firmach były zdecydowanie mniej przyjemne.  

niedziela, 2 stycznia 2011

Minerały w akcji czyli kolejna domowa sesja z Martą

Ostatnie dni obfitowały w makijażowe próby (głównie dlatego, że szukamy nowego odcienia podkładu dla Marty ;). A skoro makijaże, to i zdjęcia. A jak zdjęcia, to i nowy post.
Jutro go uzupełnię i podam pełną listę użytych kosmetyków, dzisiaj tylko krótka zapowiedź i kilka fotek :


Marta przed wykonaniem makijażu :

Marta pół godziny później :)


Po ciąg dalszy zapraszam na mojego bloga :