środa, 17 lipca 2013

Do znudzenia, czyli ponownie iHerb

W jednym z wcześniejszych komentarzy otrzymałam sugestię, by umieszczać tu również posty dotyczące zakupów w moim ulubionym sklepie, w którym najczęściej robię zakupy, czyli IHerb. Wiem, że tego typu posty z reguły skierowane są do dość wąskiej grupy Czytelników i nie cieszą się specjalnym zainteresowaniem, ale mam nadzieję, że komuś się przyda moje kilka słów odnośnie poniższych produktów.
Składów kosmetyków nie podaję, gdyż każdy link prowadzi do strony z opisem i podanym pełnym składem.


Auromere, Pre-Shampoo Conditioner, Hair Conditioning Oil, 7 fl oz (206 ml) $6.88 - mieszanka olejowa do włosów z ekstraktami. 2 tygodnie to zbyt krótki okres, by wystawić recenzję, dlatego też jedyne, co obecnie mogę napisać, to że zapach jest znacznie mniej intensywny niż większości olejów opartych na podobnych ekstraktach. Owszem, nie należy do najpiękniejszych w mojej opinii, ale też nie odrzuca jakoś specjalnie. Sugerowane użycie to nałożenie na godzinę przed myciem włosów, ja jednak, z braku czasu, najczęściej nakładam go przed snem i rano zmywam (czyli na trochę dłużej, bo jakieś 3-4 godziny). Nie brudzi i nie tłuści pościeli, co jest dla mnie sporą zaletą. Zmywa się dość szybko, spora wydajność, włosy póki co po zastosowaniu nie są jakoś wybitnie w lepszej kondycji, nie są też uniesione ani odbite jak przy Sesie czy oleju Bhringraj, ale są dość miękkie i gładkie. Nic więcej napisać o nim jeszcze nie mogę.
(olej sezamowy, kokosowy, olej z Ginger Lily (niestety, nie znalazłam polskiej nazwy tej rośliny  z rodziny imbirowatych), olej z wetiwerii, z kiełków pszenicy z ekstraktami m.in neem, brahmi,  bringaraj)
Ciąg dalszy TUTAJ 

piątek, 12 lipca 2013

Makijażowy niezbędnik, czyli ulubieńcy ostatniego roku

Z różnych powodów w ciągu mojej blogowej nieobecności makijaż ograniczyłam do minimum. Mimo ogromnych zapasów, które na szczęście znacznie stopniały dzięki dobrym duszom, które zechciały przygarnąć część moich zbiorów, do pełni szczęścia ostatnio wystarcza mi taki oto zestaw:



Podkład mineralny Pixie Cosmetics Complexion Perfection w odcieniu Tinkerbell 3
w przypadku mojej skóry sprawdza się w 100%. Kryje wystarczająco, trwałość zadowalająca, nie powoduje żadnych niespodzianek, cena jak najbardziej do zaakceptowania. Najbardziej jednak cenię go chyba za to, że u mnie zawsze wygląda tak samo i wiem, że w nawet najbardziej stresującej sytuacji nie spłynie, nie zważy się ani nie zniknie bez śladu (albo co gorsze- pozostawiając po sobie ślady)

ciąg dalszy TUTAJ 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Kosmetyczny rok w skrócie, czyli czego najchętniej używałam, gdy mnie nie było (cz.I)

Post, jaki przygotowałam na początku stycznia…
Przepraszam jednocześnie tych, którzy oczekiwali wyjaśnienia mojej nieobecności – jak wiecie, nigdy nie byłam osobą, która lubi publicznie opowiadać o tym, co się dzieje w życiu prywatnym. I wolałabym jednak, żeby pewne kwestie prywatnymi jednak pozostały.

Nie przedłużając – bo i tak długo będzie – notatka, która na swoje opublikowanie cierpliwie czekała ponad pół roku.

Mimo iż ponad rok mojej nieobecności blogowej obfitował w dość intensywne wydarzenia i zawirowania, to oczywiście nie przestałam całkiem używać kosmetyków. Mniej, rzadziej, ale jednak…
Dzisiaj krótkie (w założeniu) zestawienie tego, po co najczęściej sięgałam przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Tym razem skupię się na pielęgnacji, natomiast w następnej notatce przyjrzymy się bliżej kosmetykom kolorowym (zdecydowałam się moją wypowiedź rozbić na dwie części, gdyż znowu wyszedł mi tasiemcowej długości post, mimo iż tym razem naprawdę starałam się skrótowo i pobieżnie opisać w 2-3 słowach każdy kosmetyk)
Nie jest to lista moich hitów, a raczej przedstawienie tego, co przewinęło się przez moje ręce w 2012 roku (oczywiście nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkiego, więc jest to niecałkiem kompletna lista – wymieniłam te, które z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć). Nie wszystkim produktom udało mi się też zrobić zdjęcia (niestety, nie potrafię chomikować opakowań i gdy tylko kosmetyk się skończy, opakowanie ląduje w koszu), dlatego też na zdjęciach dość okrojony przegląd tego, czego używałam – oczywiście kosmetyki typu żele pod prysznic, do kąpieli itp. pominęłam celowo.

PIELĘGNACJA

  • zdecydowanie najczęściej sięgałam po sprawdzony i ulubiony olejek myjący na bazie cromollientu. Wiem, że można kupić gotowe olejki hydrofilowe (chociażby w sklepie Biochemia Urody), niestety, ze względu na skład i olej słonecznikowy jako bazę, średnio się u mnie sprawdzają. Dlatego też zdecydowanie bardziej odpowiada mi olejek, który sama robię wybierając olej, jaki lubię (najczęściej konopny bądź ryżowy) plus cromollient z Mazideł. Olejek świetnie zmywa makijaż (w kontakcie z wodą tworzy delikatną mleczną emulsję), pozostawia twarz miękką, gładką, doskonale oczyszczoną bez uczucia ściągnięcia, a jednocześnie nie powoduje (dzięki doborowi odpowiedniego do mojej skóry oleju) żadnych niespodzianek. Od kilku lat zdecydowany faworyt – zwłaszcza w sezonie zimowym przy kuracjach kwasowych.

ciąg dalszy TUTAJ