niedziela, 23 września 2012

Po przerwie, czyli post sprzed roku

Witam po przerwie.
 Krótko, żeby nie przedłużać – bardzo dziękuję tym wszystkim, bez których ten blog nigdy nie zostałby reaktywowany. Gdy prawie 3,5 roku temu zaczynałam, kompletnie  nie miałam pojęcia o tym, co chcę robić. Początkowo było to tylko miejsce mające udokumentować i uporządkować moje spostrzeżenia odnośnie kosmetyków mineralnych, które w tamtym czasie dopiero zaczynały zdobywać popularność, choć wizażowy wątek już wtedy liczył całkiem pokaźną ilość wpisów. Potem przekształciło się to w zabawę, a później – nie ukrywam, coraz częściej miałam poczucie, że piszę po prostu z obowiązku. A to nigdy nie wróży nic dobrego… Dlatego też, kiedy zabrakło mi serca do tego co robię i odkryłam, że nie chcę się dostosowywać, nie pozostało mi nic innego, jak zawiesić bloga.
To jednak dzięki Wam, dzięki wszystkim słowom, jakie przeczytałam, wiadomościom, jakie dostałam, zdecydowałam, że wracam. Nie po to, by brać udział w wyścigu, nie po to, by się wymądrzać i udzielać porad, ale po to, by dzielić się z Wami swoimi doświadczeniami, czytać Wasze spostrzeżenia na dany temat, a przede wszystkim po to, by robić to, co mi sprawia frajdę.

Przez najbliższy czas będą się pojawiały posty, które na swoją publikację czekały bardzo, bardzo długo. Miałam je przygotowane już jakiś czas temu, ale nie doczekały się publikacji.
Jak wiecie – uwielbiam kosmetyki mineralne. Przyzwyczaiłam się do ich sypkiej formy i tego, że niekoniecznie są najszybszym i najwygodniejszym na świecie sposobem na wykonanie makijażu.
Jednak, przyznaję, przychodzą takie dni, kiedy myśl o odkręcaniu słoiczków, wysypywaniu proszku, nakładanie go, czyszczeniu miseczek, napawa mnie niechęcią. Zwłaszcza podczas wyjazdów.
Co jednak zrobić, kiedy prasowanych kosmetyków u mnie jak na lekarstwo, a te, które posiadam, niestety, mojej skórze nie służą i wiem, że po 2-3 dniach ciągłego ich używania przypłacę to wysypem? Gdy dodamy do  tego moje zapasy tysięcy (dosłownie) odsypek różnego rodzaju, próbek w woreczkach, pełnowymiarowych opakowań, które z jakiegoś powodu nie wylądowały w mojej TOP10, to rozwiązanie jest tylko jedno – stworzyć coś, czego używać będę mogła i tym samym uporządkować choć odrobinkę swoje zapasy.


Ciąg dalszy TUTAJ