wtorek, 27 sierpnia 2013

Informacje o promocjach, czyli zmiany na pasku bocznym

Krótko i informacyjnie – od dzisiaj na pasku bocznym (na moim właściwym blogu www.naturalnie-mineralnie.pl ) z lewej strony pojawiać się będą informacje o ciekawych (moim zdaniem) aktualnych promocjach w sklepach internetowych, które znam, lubię i polecam. Oczywiście nie jest to reklama sponsorowana i żaden ze sklepów nie płaci mi za to ani w żaden inny sposób nie czerpię z tego profitów.

Postaram się aktualizować go przynajmniej raz na tydzień.

Dzisiaj pierwsza aktualizacja czyli :

 
Ciąg dalszy TUTAJ 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

“Dlaczego mnie nie lubisz?”, czyli o kameleonie z Kolorówki

Zdarzyło Wam się kiedyś kupić coś, zakochać się w odcieniu, nie móc doczekać się aplikacji, a potem z rozczarowaniem zerknąć w lusterko? Mnie owszem. I trwa to już bodajże 3 albo 4 lata, czyli od momentu, kiedy w moje ręce po raz pierwszy wpadła niepozornie wyglądająca mika Winter Rose z Kolorówki.



Dostałam od kogoś próbkę (Rozi? :>),  odleżała swoje, po czym przyszedł czas,  kiedy chciałam jej użyć w jakimś makijażu. I jakież było moje zdziwienie, kiedy zwyczajnie wyglądający przybrudzony róż nagle pokazał swoje prawdziwe oblicze mieniąc się odcieniami błękitu, fioletu, a nawet miedzi na mojej ręce. Czym prędzej pacnęłam go na oko i tam również cudownie się mienił, wyglądając tak, jakbym użyła kilku różnych kolorów. Niestety, moja radość trwała do momentu, kiedy odsunęłam lusterko tak, by obejrzeć się w całości. I tu czar prysnął. Nie da się ukryć, że nie jest to mój kolor. Zdecydowanie nie. Potem jednak próbka gdzieś zaginęła, a ja podczas jakiegoś zamówienia z Kolorówki postanowiłam dać Winter Rose jeszcze jedną szansę i zakupiłam próbkę o pojemności 5 ml (czyli to, co widzicie na zdjęciu poniżej). I od tej chwili co jakiś czas próbuję oswoić ten odcień z nadzieją, że przy którymś z moich wiecznie zmieniających się odcieni włosów, jasności skóry nagle okaże się, że mogę go używać. Póki co – bez powodzenia :)

Ciąg dalszy TUTAJ 

sobota, 24 sierpnia 2013

Sprzątanie szuflad, czyli szybki przegląd pozostałości….

Jestem na etapie dość radykalnego pozbywania się wszystkiego, czego nie używam – znaczna część ląduje w koszu (próbki rozmaite, resztki kompletnie nieużywane w pudełkach), część u znajomych, niewielka część już dość dawno poleciała na Allegro, a to, co zostało – przedstawiam dzisiaj jako pierwsza część zbiorczych fotek i mini recenzji kosmetyków kolorowych (mineralnych i nie tylko).

Właściwie początkowo chciałam umieścić tutaj tylko typowe bronzery – czyli kosmetyki służące do nadania skórze odcienia imitującego opaleniznę. Ale gdy zaczęłam przyglądać się temu, co posiadam, okazało się, że niektóre odcienie – mimo iż zostały nazwane bronzerami, nieco nie pasują do tej definicji (przynajmniej w przypadku mojego odcienia skóry trudno wyobrazić sobie użycie np. South Beach z Lily Lolo na całą twarz, gdyż odcień, pomimo że piękny, to w moim przypadku wygląda zbyt brzoskwiniowo i lepiej sprawdza się użyty jako róż).  Dlatego też do zestawienia zebrałam wszystkie odcienie, które mają w sobie złotawe, brzoskwiniowe, brązowe, piaskowe, a nawet pomarańczowe tony.

Zdjęcia robione w różnych okresach – stąd też różny odcień i stan mojej skóry oraz kolor włosów

1. Isadora Bronzer – jeden z tych, które najbardziej ciemnieją na mojej skórze i z tego powodu używam go głównie, gdy jestem opalona – zimą zdecydowanie nie potrafię go sobie wyobrazić u siebie. Posiada delikatne złote drobinki i potrafi przybrać paskudnie pomarańczowy odcień, jeżeli nałożę go na gołą skórę bez podkładu. Skład nie najszczęśliwszy, ale używam go tak sporadycznie, że nie odnotowałam wyrządzonych szkód.

    

Ciąg dalszy TUTAJ

piątek, 23 sierpnia 2013

Bez makijażu, czyli ponownie zaczynam…

Jakiś czas temu (nawet całkiem spory, bo ponad 3 lata temu;) ) robiłam już podobny wpis o tym, jak wygląda moja skóra bez makijażu. Wtedy prawie udało mi się doprowadzić ją do jako takiego stanu, ale niestety - poszukiwania kosmetyków idealnych dla mnie, leki, stres oraz... wiek (tak, niestety, bliżej mi już do 40-tki niż do 30-tki) spowodowały, że walkę o w miarę przyzoity stan cery musiałam zacząć od nowa. I choć moja skóra wygląda lepiej niż pół roku temu, to jednak jeszcze długa droga przede mną. I póki co - wstrzymuję wszelkie testy nowości (na szczęście zaległych i przygotowanych recenzji mam sporo) i zostaję przy tym, co w chwili obecnej spisuje się u mnie świetnie.

Cel tego wpisu? Porównanie efektów za jakieś pół roku. Tyle mniej więcej daję sobie i swojej skórze na to, by sprawdzić, jak będzie ona wyglądała w momencie, kiedy do jej pielęgnacji przyłożę się naprawdę solidnie. A Wy będziecie mogły ocenić, czy było warto pół roku być na odwyku od jakichkolwiek zakupów nowych kosmetyków ;)




Ciąg dalszy TUTAJ

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Znalazłam aż 5, czyli iHerb plus polskie sklepy

Ci z Was, którzy czytają moje posty wiedzą, że znalezienie czegokolwiek, czym mogę posmarować twarz graniczyło jeszcze do niedawna z cudem. Na palcach jednej ręki jestem w stanie wskazać krem czy serum, które nie wyrządziło mi szkody (a testowałam ich w swoim życiu już całkiem sporo) Okazało się jednak, że takich kosmetyków jest coraz więcej (co prawda nadal nie mam co marzyć o wejściu do drogerii czy apteki i wybraniu czegokolwiek dla siebie, ale mam nadzieję, że i to się wkrótce zmieni). W ciągu ostatniego roku udało mi się znaleźć aż 5 pozycji, które na stałe weszły do mojego programu pielęgnacyjnego. 3 z nich to zakupy iHerbowe, 2 natomiast są zdecydowanie łatwiej dostępne, bo można zakupić je w moich ulubionych sklepach czyli Ecosme oraz Bioarp.


Więcej TUTAJ