piątek, 20 czerwca 2014

Całkiem nieźle, czyli o peelingach, zniżkach i promocjach

Jako iż dostałam od Was (przynajmniej od części z Was) błogosławieństwo i przyzwolenie na więcej wpisów iherbowych, to dzisiaj bez skrępowania wpis właśnie o takiej tematyce. Ale tym razem muszę się z Wami podzielić, bo za chwilę może być za późno:) Dlaczego? O tym później

Kiedyś już pisałam, że znalezienie dla siebie idealnego peelingu graniczy chyba z cudem. W swoim życiu przetestowałam ich naprawdę sporo – od drogeryjnych, aptecznych, po samorobione z naturalnych składników na gabinetowych kończąc. I niestety, nie udało mi się znaleźć niczego, co by mnie do siebie przywiązało na dłużej. A właściwie – znalazłam, bo przygoda z korundem trwała … 2 lata? A może 3? Ale to chyba dlatego, że wpadłyśmy z K. na genialny pomysł, aby zamówić cały kilogram tego wynalazku. Jako, iż nie jest to coś, co łatwo traci termin przydatności, to trwał sobie tak i trwał w moim posiadaniu, aż pewnego dnia z ulgą oddałam ostatnią porcyjkę znajomej.



Ciąg dalszy TUTAJ
Autor: Cathy

niedziela, 15 czerwca 2014

E.L.F. Mineral Personal Blend, czyli podkład mineralny z iHerba.

Ci, którzy jeszcze (mimo wszystko) zaglądają na mojego bloga z pewnością wiedzą, że od wielu lat moim ulubionym miejscem zakupów jest iHerb – kupuję tam prawie wszystko (od kosmetyków pielęgnacyjnych zaczynając, a na żywności i gadżetach do domu kończąc). Jednak dopiero niedawno skusiłam się tam na mineralny podkład marki, która – delikatnie mówiąc – nie plasuje się zbyt wysoko w moim osobistym rakingu. Owszem, jest kilka kosmetyków, które lubię, ale w większości niestety dostajemy to, za co płacimy. A że płacimy niewiele, to…

Dzisiaj jednak nie o kosmetykach E.L.F generalnie, a o jedym z nich.

elf-podklad-mineralny 
 Ciąg dalszy TUTAJ
Autor: Cathy

poniedziałek, 31 marca 2014

Pokrzepol, czyli jak udało mi się znaleźć rozwiązanie problemu.

Dziś postaram się krótko (pudła przeprowadzkowe zerkają na mnie z wyrzutem). Przy pakowaniu rzeczy do wyrzucenia w ręce wpadło mi prawie puste opakowanie płynu, o którym jeżeli teraz nie napiszę, to pewnie nie zrobię tego wcale, bo kolejne wpisy planuję w temacie bardzo mineralno-naturalnym. A uważam, że warto.


Ubiegły rok dość mocno odbił się na stanie moich włosów. Porzucenie olejowania, spory stres, dieta, kompletny brak czasu na właściwą pielęgnację i związany z tym wybór przypadkowych szamponów i odżywek – to wszystko sprawiło, iż to, co udało mi się kiedyś osiągnąć, poszło w zapomnienie, a wygląd moich włosów wołał o pomstę do nieba. W końcu oczywiście musiałam się nimi zająć. Pierwszym krokiem było cięcie. A potem powrót do sprawdzonej pielęgnacji. Jednak mimo tych zabiegów, włosy wypadały mi garściami. Dosłownie. Tu nie została użyta przenośnia. Podczas jednego mycia potrafiłam stracić nawet ponad 200 włosów, które ledwo mieściły mi się w dłoni. Iście przerażający widok, uwierzcie mi na słowo. Jak nietrudno się domyślić, po jakimś czasie na głowie miałam smętnie zwisające pasma z widocznymi prześwitami. Cóż z tego, że już zdrowiej wyglądające…

pokrzepol-plyn-przeciw-wypadaniu-wlosowNawet moja sprawdzająca się do tej pory kuracja ratunkowa (wcierka Babci Agafii, szampon Pharmaceris i tonik łopianowy wzmocnione kozieradką) nie potrafiły zatrzymać wypadania. Kiedy okazało się, że hormonalne wyniki badań nie budzą zastrzeżeń, zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu pomocy. I znalazłam. Na jednym z blogów (już nie pamiętam, którym, ale jego autorce bardzo, bardzo, ale to bardzo wdzięczna jestem po dziś dzień) przeczytałam recenzję płynu Pokrzepol. Oczywiście natychmiast pognałam do apteki z zamiarem zakupu. Niestety, mój zapał natychmiast napotkał przeszkodę, bo okazało się, że w żadnej z 5 aptek tego nie było. Zamówiłam więc i cierpliwie czekałam.

Ciąg dalszy TUTAJ
Autor: Cathy

O postrzeganiu kolorów, czyli róże Earthnicity

iedząc, że mam dziś – po raz pierwszy od niepamiętnych czasów – wolniejsze kilka godzin, postanowiłam narobić poważne zaległości w blogowaniu i opublikować posta po zawstydzająco długiej nieobecności. Chwilę się zastanawiałam, jaki wpis powinien pojawić się jako pierwszy, ale po szybkim przejrzeniu tego, co leży na dysku i czeka na publikację, stwierdziłam, że najlepiej będzie chyba wrócić z tematem czysto mineralnym. Korzystając z wolnego czasu i pięknej pogody za oknem, zebrałam się do zrobienia zdjęć. Jako iż miałam ich w planach bardzo dużo, to z czegoś musiałam zrezygnować. Tym czymś był mój makijaż. Dlatego też wybaczcie i taktownie udajcie, iż  na zdjęciach prezentujących wygląd róży na moich policzkach nie dostrzegacie braku podkładu, niezbyt staranie nałożonego tuszu i brwi wyglądających jak po spotkaniu z huraganem.

Mimo iż bloga prowadzę nieregularnie, to wcale nie oznacza, iż nie śledzę tego, co pojawia się na mineralnym rynku. O ile jednak Annabelle Minerals pewnie u mnie nie zobaczycie (z różnych względów), o tyle pojawienia się Earthnicity w Polsce przegapić nie mogłam. Dlatego też dzisiaj niewielka tylko część tego, co wpadło w moje ręce, czyli róże (podkłady, cienie, bronzery, korektory i pudry w przygotowaniu).
Nie widzę większego sensu pisania o tym, co można przeczytać na setkach stron, a przede wszystkim na stronie Earthnicity, czyli o tym, czym są kosmetyki mineralne, jakie są ich zalety i dla kogo; ba, wydaje mi się, że większość osób, które tu zaglądają, są z tym tematem doskonale zaznajomione, więc odeślę tylko do strony marki, gdzie można poczytać o tym więcej KLIK (tam również znajdziecie informacje o cenach, pojemnościach i składach). Kopiowanie tego wydaje mi się zupełnie niepotrzebnym działaniem.
Róże Earthnicity dostępne są w 5 odcieniach
  • Delicate – jasny i delikatny odcień różowego odpowiedni dla jasnych odcieni skóry,
  • Sweet Pink – ciepły, różowy odcień z matowym wykończeniem. Idealny dla karnacji od jasnej po śniadą,
  • Petal – ten uniwersalny brązowawo – różowy odcień pasuje do większości karnacji. Nadaje lekkiego rozświetlenia,
  • Sorbet – brzoskwiniowo – różowy odcień odpowiedni do jasnobrązowej lub śniadej karnacji. Nadaje matowe wykończenie
  • Blaze – ciepły kolor z przewagą odcienia brązowego. Zawiera delikatne złote drobinki. Odpowiedni dla osób o karnacji od śniadej do bardzo ciemnej. Nadaje matowe wykończenie.
Skład: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Kaolin Clay, Iron Oxides.

earhnicity-blushes 

Ciąg dalszy TUTAJ  
Autor: Cathy

czwartek, 19 grudnia 2013

2013 w telegraficznym skrócie, czyli po raz pierwszy zupełnie prywatnie

Do końca 2013 roku zostało jeszcze trochę czasu, ale z racji tego, że częstotliwość mojego pisania woła o pomstę do nieba, postanowiłam tym razem trochę wcześniej zacząć serię podsumowującą ubiegły rok. Tym razem zdecydowałam rozpocząć ją nietypowo dla mnie, bo dość prywatnie. Wiem, że takich wpisów mało na moim blogu i pewnie więcej nie będzie, ale uznałam, że raz na kilka lat to i ja mogę :)

Ostrzegam - będzie dość nudno i długo, więc wpis tylko dla osób, które chciałyby wiedzieć, czym żyję oprocz kosmetyków :)

Oczywiście, mój świat, jak i większości autorek blogów, nie kręci się tylko i wyłącznie wokół tego, o czym głównie piszę. Co w takim razie mnie spotkało w 2013?

  • przeprowadzka. Kolejna w moim życiu. Zastanawiam się, kiedy ja w końcu przestanę żyć na wiecznych walizkach (a raczej kartonach) i znajdę swoje miejsce, w którym będę chciała zostać na dłużej. Póki co - wciąż szukam i już planuję następną przeprowadzkę, choć jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji i zdecydowanie zbyt dużo przemawia za moim obecnym miejscem, by tak łatwo przyszło mi powiedzieć "nie, nie zostaję tu". I choć wciąż wierzę, że jest gdzieś na ziemi miejsce idealne dla mnie, w którym nie będę widziała wad, to jednak zapuszczanie korzeni wciąż przede mną. A może to po prostu ja się czepiam? Czy któraś z Was zmieniłaby mieszkanie tylko dlatego, że doprowadza ją do szału dźwięk przejeżdzających pociągów przez całą dobę, albo zbyt bliskie sąsiedztwo sklepiku osiedlowego z alkoholem i świetnym miejscem do spotkań wybitnych przedstawicieli młodzieży głośno i dosadnie wykrzykujących 3 znane im słowa (BTW- nowy budynek z podziemnym parkingiem i monitoringiem wcale nie jest gwarancją spokoju)? A może ściany z kartonu i wiedza o tym, co sąsiedzi będą mieli jutro na obiad, albo dlaczego Pani X nie lubi herbaty z cytryną a Pan X zamierza pojechać w weekend do Ikei po nową patelnię, jest jednak człowiekowi do życia niezbędna i tylko mnie irytuje, gdy słyszę nawet ziewanie sąsiada zza ściany? 

Ciąg dalszy TUTAJ
Autor: Cathy