niedziela, 31 lipca 2011

Zmasowany atak, czyli jak sobie radzę z wysypem…

Dostałam od Was kilka maili z prośbą, o opisanie, jakie są moje sposoby na wysyp na skórze. Niestety, moja wrażliwa skóra reaguje tak bardzo często na składniki zawarte w zwykłych, drogeryjnych czy też aptecznych kosmetykach, dlatego gdy co jakiś czas skuszę się na jakieś testy takich produktów, przypłacam to najczęściej katastrofą na mojej twarzy.


(na dysku znalazłam zdjęcia z jakimiś makijażami, których nie zdecydowałam się opublikować, właśnie ze względu na niezbyt efektowny stan mojej skóry – tak właśnie wygląda ona, gdy tylko użyję czegoś, co ma w składzie np. glicerynę)

Większość z Was w takich przypadkach może po prostu sięgnąć po preparaty apteczne czy sklepowe mające na celu zniwelowanie wyprysków, guli, ropnych zmian i innych sensacji. Ja niestety takiego komfortu nie mam, gdyż 100% tych kosmetyków zawiera w składzie albo glicerynę, albo glikol propylenowy, albo shea albo woski, albo pantenol, albo witaminę E. A moje zmiany na skórze spowodowane są właśnie tymi składnikami… Nie szkodzą mi silikony, nie straszny mi nawet olej mineralny gdzieś tam dalej w składzie (choć staram się go unikać), nie wystrzegam się też innych olejów, czyli to, co najczęściej jest postrzegane jako potencjalne zapychacze. Ja baczniej przyglądam się tym składnikom, które wymieniłam plus dodatkowo zwracam uwagę, czy niacynamid nie występuje w nadmiernej ilości..

Ciąg dalszy TUTAJ