sobota, 14 września 2013

Permanent Taupe Maybelline, czyli czar prysł

Jakiś czas temu pisałam o moim ulubionym ostatnimi czasy cieniu w kremie Maybelline, znanym chyba każdej czytelniczce blogów, czyli On and on the bronze. Pisałam również o tym, że w moje ręce wpadł ten odcień tylko i wyłącznie dlatego,  że w drogerii chwyciłam nie ten odcień, który chciałam. Od dłuższego czasu natomiast polowałam na Permanent Taupe, bo większość tego, co można znaleźć pod nazwą "taupe" od razu przykuwa mój wzrok i budzi chęć posiadania. Niestety, w mojej drogerii od dłuższego czasu trafiałam półkę pełną tych cieni, z wyjątkiem tego jednego jedynego.



Dlatego też, kiedy podczas przypadkowej wizyty w Rossmanie mignął mi w przelocie, od razu wylądował w koszyku, a ja szczęśliwa udałam się do domu, żeby natychmiast go wypróbować (oczywiście przedtem powędrowałam do kasy, żeby za niego zapłacić :) )

Ciąg dalszy TUTAJ